Jednym z najczęściej spotykanych w gabinecie weterynaryjnych schorzeń związanych z rasą jest dysplazja biodrowa.
Jest to choroba wynikająca zarówno z genów (do tej pory niezbyt dobrze opisanych, przez co niemożliwe jest wytypowanie nosicieli za pomocą badań genetycznych) jak i czynników środowiskowych.
Innymi słowy nawet u szczenięcia po zdrowych rodzicach może rozwinąć się dysplazja bioder. Z kolei stan bioder potomstwa po chorych rodzicach można poprawić wpływając na środowisko, które na nie oddziałuje (np. żywienie, rodzaj ruchu). Psy ze stwierdzoną dysplazją biodrową powinny być wykluczone z rozrodu.
Na czym polega dysplazja biodrowa?
Staw biodrowy tworzy okrągła głowa kości udowej oraz okrągła panewka miednicy. W warunkach zdrowia kości te są idealnie i ściśle dopasowane, czemu sprzyjają otaczające je mięśnie. U szybko rosnących psów (zwłaszcza dużych ras, które zwiększają swoją wagę z kilku do kilkudziesięciu kilogramów w krótkim czasie) w trakcie wzrostu kości mogą rosnąc szybciej niż mięśnie stabilizujące staw w wyniku czego dochodzi do poluzowania stawu i wtórnych zmian: niedopasowania w wieku dojrzałym i stopniowej przebudowy stawu (organizm próbuje naprawiać sytuację dobudowując tkankę kostną co tylko pogarsza sprawę).
Jakie są objawy i jak wykryć chorobę?
Na tym etapie (u dojrzałych, młodych psów) zmiany nie muszą boleć, ale u części psów można wykryć niedopasowanie stawów badając psa ortopedycznie (w trakcie próby udaje się nadwichnąć głowę kości udowej z panewki miednicy, co w warunkach zdrowia u dojrzałych psów nie powinno być możliwe). Chorobę łatwo też zdiagnozować przed pojawieniem się objawów za pomocą badania RTG.
Przebudowa stawu trwa jednak nadal i z czasem pojawia się ból wynikający z zapalenia stawu i zmian zwyrodnieniowych. Większość psów nie kuleje, jednak właściciel obserwuje często problem ze wstaniem z pozycji leżącej, sztywność chodu (pies po wstaniu „musi się rozchodzić”) a przy dużej dysplazji także ruch w biegu w postaci wybijania się z obu tylnych nóg („skacze jak królik”).
Dlaczego moment wykrycia ma znaczenie?
Niestety nie jesteśmy w stanie wyleczyć dysplazji natomiast z dwóch względów moment wykrycia jej może zmienić całe życie psa.
Wykrycie w bardzo młodym wieku (pierwsze RTG bioder ras predysponowanych powinno wykonać się w wieku 3-4 miesięcy) daje nam możliwość wykonania na tym etapie operacji, która zmieniając nieco kształt rozwijającej się miednicy przeciwdziała „rozluźnieniu” stawu biodrowego. Oczywiście sam termin „operacja ortopedyczna u szczenięcia” (w dodatku takiego, które nie ma jeszcze na tym etapie żadnych objawów i w oczach właściciela uchodzi za wzór zdrowia) budzi grozę, natomiast sama operacja na tym etapie wzrostu jest mniej inwazyjna (t.j. mniej uszkadzająca tkanki) i dość prosta technicznie. Warunkiem jest rosnąca miednica a nie w pełni ukształtowana miednica psa, który zakończył już fazę wzrostu (operacja jest możliwa mniej więcej do piątego miesiąca życia).
Operacja w tak młodym wieku sprawi, że pies będzie żył niemal tak, jakby nie miał dysplazji podczas gdy operacje w starszym wieku (o innym charakterze) są niestety bardziej inwazyjne i dają dużo gorsze efekty (możemy już co najwyżej zapewnić pacjentowi komfort chorowania) . Wyjątkiem jest endoproteza biodra, ale takie operacje u psów są niestety rzadkie.
Co można zrobić po wczesnym rozpoznaniu?
Dzięki wczesnemu wykryciu dysplazji możemy też wprowadzić pewnie drobne zmiany w stylu życiu psa, które zapewnią mu jak najdłuższe życie bez bólu dzięki spowolnieniu rozwoju choroby takie jak: zmiana żywienia (profilaktyka nadwagi i otyłości), suplementy poprawiające stan chrząstki stawowej, leki dedykowane dla psów z chorobą zwyrodnieniową stawów (opóźniające pojawianie się zmian zapalnych w stawach) czy zmiana rodzaju ruchu u psa na taki, który sprzyja rozwojowi umięśnienia bez obciążania stawów (działania fizjoterapeutyczne).
Dlaczego nie warto czekać, aż pies urośnie?
Temat dysplazji biodrowej jest skomplikowany i nie sposób go wyczerpać za pomocą jednego wpisu. Pojawił się on jednak między innymi dlatego, że właściciele dotkniętych ras nie są zbyt entuzjastycznie nastawieni do wczesnej diagnostyki (i trudno się dziwić, bo kto myśli o znieczuleniu i badaniach kiedy szczenię dopiero co pojawiło się w domu) a internet jest pełen „dobrych” rad typu „poczekaj aż urośnie! Przecież to jeszcze psie dziecko!”. Nie mamy wątpliwości, że tego typu rady wynikają z najlepszych intencji piszących. Niestety takie przekonania najbardziej szkodzą zwierzakowi, którego niezdiagnozowane stawy wyrodnieją bez żadnej kontroli (i bez możliwości cofnięcia zachodzących zmian) a po leczenie sięgamy w momencie, w którym pies „w sile wieku” porusza się z wyraźnym trudem, ma zaniki mięśniowe lub otyłość w stopniu wykluczającym leczenie chirurgiczne a to wszystko sprawia, że jego leczenie będzie znacznie trudniejsze, droższe, bardziej inwazyjne, mniej skuteczne a rehabilitacja i dochodzenie do siebie po ewentualnym zabiegu chirurgicznym dłuższa i bardziej skomplikowana.
Nieraz problem ze stawami biodrowymi diagnozowany jest na etapie, w którym pies po prostu zaległ i nie jest już w stanie się podnieść, choć właściciel miał świadomość tej choroby w rasie. Bierne oczekiwanie na taki stan argumentowane jest zwykle niechęcią do „okaleczania ciężką operacją” (która nie musiałaby być ciężka, gdyby została zrobiona na etapie wzrostu psa), „faszerowania chemią” i strachem przed znieczuleniem. Pamiętajmy, że nie musi to wyglądać w ten sposób a dysplazja (zdiagnozowana i leczona w młodości) nie jest wyrokiem.


